Watch Night!

Wprowadzenie

To jest jedno z najbardziej wpływających na mnie doświadczeń w całym okresie mojej fotograficznej przygody jaką miałem możliwość w życiu dokumentować. Moment kiedy twoje patrzenie na świat nagle zostaje zblokowane. W głowie słyszysz szum jednoczesnie ciekawości zmieszanej z apetytem wydarzenia, a strachem z powodu niewiedzy nastepst. Rzadko kiedy przygotowuję się do pracy czytająć na jej temat. Zdecydowanie lubię spontaniczne podjejscie i brak zaplanowanych punktów, których kurczowo musze się trzymać na mapie zlecenia. Przyznam szczerze ze na potrzeby tego postu chciałem znależć jakieś informacje. Niestety nie udało mi się.

Dziś podczas konwersacji z jednym z bardziej wpływowych i utalentowanych fotografow branży ślubnej z niesamowitym okiem reporterskim doszedłem do takich wniosków. Drugą a zarazem bardzo ważną kwestią w tym wszystkim jest to że po mimo ze post na blogu wisi już od dobrych kilku dni napisanie tresci do niego sprawiało mi nie tylko trudność być może ze względu na to co wtedy przezyłem. Przez blisko 11 lat mojej pracy podczas której całe zbierane róznego rodzaju doświadczenie które mogło szlifować moje flow. Uciekło, znikło, wyparowało. Poczułem jak bym tracił głos, a dzwięk aparatu był niesamowicie głośny. Bicie serca – nie wiem jaki rytm miało i jaką czestotliwość uderzeń wykonywało z każdą sekundą przebywania wsród tych wszystkich ludzi. To było bez znaczenia. To było OSOM! Bezcenny zastrzyk ciarkowcyh ilości ekspirjensu. Oczywiście mogę teraz kogoś skrzywdzić, bo przeciez miałem możliwość uczestniczyć w tylu róznych imprezach, wydarzeniach i mówiłem to było najlepsze w moim życiu przytulając się do nich czule, wycierając sobie wzajemnie łzy o koszulę etc. I nie chcę tutaj nikogo urazić, bo wiem ze kazdy wie jaki jestem wrażiwy i choć czasami nie widać tego po mnie w ferworze walki z czasem i procesem tworzenia zdjęć z zaplikowanym stresem w dawce standardowej proporcionalnie dopasowanej do rangi wydarzenia. Jedno jest pewne czasem to wszystko, to że przykładam tak wielką wagę do tego co robię / związanego z tworzeniem fundamentalnego dowodu za 5,10,15 lat ze tak własnie było.

Wybrane i zaprezentowane zdjęcia z pogrzebu taty Kinsleya który odbył się w jego kraju, a ta której miałem przyjemność wykonać kilka przysłowiowych pstryków była zorganizowana by uczić jego pamięć dla jego czarnych sióstr i braci obecnie mieszkających w Polsce. I choć dzieli nas kultura, kolor skóry i język tej nocy poczułem się jak ktoś bliski, przyjaciel rodziny – choć tak naprawdę wszystkich widziałem pierwszy raz w swoim życiu.

Jedzenie serwowane było…. ekspolozją smaków, ostrości, delikatności, a zapachy które unosiły się od samego początku kusiły mnie i przyznam szczerze kurczowo patrzyłem na zegarek i czekałem kiedy wrescie będę miał szansę spróbować tych wszystkich przyszności z kozy. Tak, tak z kozy!

Mam nadzieję ze po takim wprowadzeniu zanjdziecie siłę aby obejrzeć moją mini relację z tej imprezy pogrzebowaj, która jest w kolejności pierwsza, a po niej następuje msza, modlitwa i przemowy. Emocje, Emocje i jeszcze raz emocje i chyba jeszcze ten afrykański akcent na twarzach on zrobił na mnie największe wrażenie.